niedziela, 23 lutego 2014
Od Diosy C.D. Colorado (do Colorado)
Bardzo miły ogier opisywał mi wszystko dookoła. Ten drugi został, powiedział że musi coś załatwić. Eldo zaproponował kłus. Zgodziłam się, po czym się zapytałam:
- Skąd się znacie i dlaczego jesteście tylko we dwoje?
- Yyym... Trudne pytanie... - zaczął. - Znamy się od źrebaka. Mieszkaliśmy w tym samym stadzie. Jednak kiedy przyszli dziwni ludzie, to stado uciekło. Każdy wiał gdzie indziej i tak zostałem sam. Przez długi czas chodziłem sobie, aż pewnego dnia spotkałem Colo. Powiedział, że zakłada swoje, nowe stado. Dołączyłem wtedy ja. Było to chyba dwa dni temu. Dzisiaj dołączyłaś Ty.
- O... Ja nigdy nie miałam ani nie byłam w stadzie. - Posmutniałam.
- Ale Ty masz lepiej... Widziałaś bogów... Ja nigdy... A teraz jesteś w stadzie. - próbował mnie pocieszyć.
- Ale to nie to samo. Oni są ciągle zajęci! Jedynie Aqua, która mnie wychowała, miała czas.
- Jakoś żyjesz i masz się dobrze. Do stada dołączyłaś. Masz teraz mnie. Ja mam czas zawsze. - ciągle próbował. Chyba mu się udało .
- Polubiłam Cię. Dziękuję że mnie chciałeś oprowadzić. Jest tu gdzieś w pobliżu woda? - Powiedziałam już rozweselona
- Jest... - zaczął niepewnie. - Chyyba... Tam. - uśmiechnął się. - Tam jest wodospad i jezioro. Takie oczko wodne.
- Idziemy się wykąpać ? Proszę, chodźmy! - Starałam się go namówić.
- Oczywiście! Ja kocham pływać! Chyba...
- To choć! - Zaczęłam wolno galopować, a ogier za mną. Weszliśmy do wody. Była cudowna.
- Wow, wow, wow! Kocham pływać! Nawet nie wiedziałem. - spróbował zanurkować, ale uderzył głową o podłoże. - Ałć! Może jednak nie...
- Tu jest za płytko. Nie ma szans na nurkowanie. Wracamy już? Colorado jest sam... - Martwiłam się trochę.
- Wiem. Czemu tu jest za płytko?! O.. No tak... Możemy wracać... - oznajmił.
Wyszłam z wody, otrzepałam się. Eldo próbował jeszcze nurkować, ale widocznie mu się znudziło. Dotarliśmy na miejsce, a Colorada dalej nie było...
- Hmmm... Założę się, że poszedł do trawy. Znaczy, ja bym tam poszedł gdyby mnie nie było.
- Dobrze, to w takim razie prowadź. Ja bym poszła na prerię. Może poszedł do swojego Chibi?
- Uuu... Możliwe... Sam już nie wiem... Poczekaj, zawołam go i powie, gdzie poszedł. - powiedział, po czym zaczął krzyczeć. - COLO! GDZIE TY JESTEŚ! POWIEDZ NAM, TO PÓJDZIEMY DO CIEBIE!
- Eh... Nie sądzisz, że jak jest daleko to Cię nie usłyszy?! - Powiedziałam nieco zpeszona.
- Serio? Myślałem, że jak go wołam, to słyszy... - zdziwił się.
- Prowadź na tą prerię.
- Ale ja tam nie byłem jeszcze... Colo! Gdzie jest preria?! - znowu krzyczał.
Trudno się dogadać z takim osobnikiem. Usłyszałam cichy śmiech za nami. Okazało się, że Colorado tam stoi i się śmieje.
- Emmm ... Eldorado odwróć się .
- Mówiłem, że usłyszy! Cześć Colo. Przyszedłeś już. - powiedział odwracając się.
- Gdzie byłeś Colorado ? - Zapytałam.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz