- Na prawdę mam tu stado. - uśmiechnąłem się. - Nie mówiłbym o stadzie, gdybym go nie miał.
- Oczywiście, że możesz dołączyć! - krzyknął Eldorado. - Colo szuka członków, a takich już dobrze znanych jeszcze bardziej potrzebujemy!
- Eldo, proszę, ''Colorado'', lub ''Apacz''... Tylko aby nie ''Colo''. - powiedziałem.
- Dobra, Colo. A co do lekarzy, to spytaj się Colo, bo ja nie wiem. - ''zgodził się'' Eldorado...
- Oczywiście, możesz być nawet ''Głównym Uzdrowicielem''. Może oprowadzę Cię i zapoznam z pozostałymi? - zwróciłem się tym razem do Casi.
W sumie, to liczyłem na zgodę, więc stępem zacząłem iść w kierunku stada. El coś tam gadał, że zabieram mu robotę.
- Eldo, przecież Ty jesteś Trenerem Zwiadowców, a nie Przewodnikiem... Sam wybierałeś... - przewróciłem oczami.
- No to co?! A może ja oprowadzam wszystkich?!
- No to teraz masz przerwę.
- Super! Dzięki za przerwę, szefie!
Nie rozumiem tego ogiera. Teraz z radością poszedł na ''Łąkę Porannej Rosy'' żeby najeść się trawy... Dobra...
- Hmmm... Gdzie chciałabyś teraz iść, Cas? - spytałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz