Rano Eldo poszedł na ''Łąkę Porannej Rosy'', żeby najeść się świeżej trawy. Poinformował mnie o tym, żebym się nie martwił. Oznajmiłem, że nie będę, ale żeby nie odchodził za daleko od terenów.
Skubałem sobie trawę w cieniu dębów, gdy nagle przypomniałem sobie o Rafikim. Usnął ze mną przedwczoraj na prerii i od tamtego czasu już go nie było. Pobiegłem na ''Pustkowie Smauga'' i zacząłem nerwowo szukać Chibika.
''Jak ja mogłem go zgubić?! Jak?!'' - plątały mi się myśli.
Kiedy po raz czwarty przeszukiwałem okolice miejsca, w którym wtedy spałem usłyszałem głos:
- Hej koniku! Co tam u Ciebie?!
Odwróciłem się i zobaczyłem jego. Był całkiem w dobrym nastroju.
- Dziękuję, że mnie tu przyprowadziłeś. Bardzo mi się tu spodobało i postanowiłem zamieszkać. - skakał wesoło.
- Uff... Myślałem, że gdzieś się zgubiłeś.
- Chibiki mają moc telepatii z właścicielem. Gdyby mi coś było, to bym zawołał.
- To fajnie, a... - zacząłem.
Wtedy przerwał mi głos w głowie. Był to Rafiki. Zrozumiałem wiadomość, brzmiała:
''Czy Ty - Apacz, przewieść ja - Rafiki, na grzbiet po preria.''
- Mogę Cię przewieść. - uśmiechnąłem się lekko.
- Widzisz. Telepatia działa. - pisnął i wskoczył mi na plecy.
Przewiozłem go trochę, a po otrzymaniu wiadomości telepatycznej, żebym go postawił, stanąłem. Kiedy Rafiki zeskoczył oznajmiłem, żeby telepatii używał tylko w koniecznych przypadkach.
- Dobra, bobra. Oki, doki. - powiedział i skakał przed siebie.
Przechyliłem nieco zdziwiony łeb, żeby popatrzeć jak w mgnieniu oka zakopuje się pod ziemią. Ale on ma szybkie łapki!
Spokojnym kłusem wróciłem na łąkę.
- Witaj Eldo. Jak trawa?
- Przepyszna... Co robiłeś cały dzień?
- Spotkałem się ze znajomym.
- Jakim?
- Nie powiem. - zażartowałem.
- No weź! Jakim? Powiedz! No powiedz! Kto to był?! - niecierpliwił się.
- Nie znasz.
- A może znam?! No weź...
- Rafiki. - usiadłem w cieniu drzewa.
- Yyym... No to nie znam. Ale poznasz mnie z nim, prawda? - zapytał z nadzieją.
- Oczywiście. A co powiesz teraz na małe wyścigi?
- TAK! - ucieszył się i chyba zapomniał o wcześniejszej rozmowie.
Biegaliśmy sobie do wieczora. Potem razem usnęliśmy na ''Wzgórzach Złocistej Szarfy''. Na kolację zjedliśmy trochę szorstkiej, mechowatej trawy. Też jest bardzo pyszna...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz