piątek, 21 lutego 2014

Od Colorado

Szedłem sobie, oglądając piękne tereny, gdy nagle zauważyłem małe, ciemne wejście. Niepewnym stępem ruszyłem w kierunku otworu. Z bliska zauważyłem, że korytarzyk jest od środka oświetlony, a wejście wygląda na ciemne i lekko przerażające. Wszedłem do środka i trochę pewniej kłusowałem do przodu.

Na końcu korytarzyka znajdowała się tajemnicza sala. Bylł to średniej wielkości okrąg, otoczony ogrodem z pięknymi roślinami. W podniszczonym murze zauważyłem dwa wejścia. Kiedy doszłem do środka sali, z drugiego wejścia wyłoniły się dwie postacie. Niepewnie się cofnąłem, a gdy zauważyłem dwoje bogów ukłoniłem się.

- Witaj Colorado. - zaczęła Tierra. - Może przejdźmy do rzeczy.
- Damy Ci kilka podarunków. - uśmiechnął się Viento.

Stałem tak dalej, nie wierząc własnym oczom.

- Ode mnie dostaniesz dar Ziemi. Będziesz musiał się nauczyć nim władać. Czy dasz radę? - spytała bogini.
- Chyba tak. - odpowiedziałem niepewnie.
 - Od teraz potrafisz powodować trzęsienia ziemi. Na Twój znak ziemia może się rozstąpić, oraz potrafisz naprawić tę pęknięcia. - uśmiechnęła się.
- Ja... ja dziękuję. - za jąkałem się.

Tierra podeszła do mnie i dotknęła skrzydłem mojego grzbietu. Poczułem dziwne drganie, ale za chwile wszystko było w porządku. Kiedy bogini się odsunęła przemówił Pan Wiatru.

- Ja dam Ci moc wiatru. - rzekł Viento. - Wszystkie wiatry tego świata będą Cię słuchać, a także będziesz nadzwyczaj szybki. Do tego świetnie  się skradasz, a Twoje kroki są miękkie i ciche, jakbyś galopował po chmurach.
- Dziękuję bardzo, ale... - zacząłem niepewnie.
- Jeszcze nie koniec niespodzianek. - przerwał mi bóg.
- Założysz swoje stado w tej krainie. My będziemy Ci pomagać. - wyjaśniła Tierra. - W zielonym ogrodzie zamieszkają takie oto stworzenia.

Tierra pomachała skrzydłami i przede mną ukazał się mały, kudłaty stworek z dużymi oczkami. Zwierzaczek przedstawił się:

- Jestem Rafiki. Nie mogłem już się doczekać tego spotkania.

Tierra wyjaśniła mi dużo rzeczy, po czym oboje zniknęli. Rafiki jednak ciągle był i wesoło wskoczył mi na grzbiet. Udałem, że nie zauważyłem i szybko wybiegłem z jaskini.

Podobno bogowie mają przyprowadzić do mnie jakiegoś znajomego konia. Ciekawe, kiedy to będzie. Na razie pogalopowałem na prerię. Było to takie piękne i spokojnie miejsce. Skoro mam założyć stado, to nazwę te wszystkie miejsca. Prerię nazwę ''Pustkowiem Smauga''. Nie wiem czemu, ale ta nazwa mi się bardzo podobała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz