sobota, 22 lutego 2014

Od Diosy (do Colorado)


Spacerowałam sobie z Minx. Chodziłam sobie bez celu. Nie zamierzałam szukać stada, choć bardzo brakowało mi koni. Mój Chibi zaproponował, żebyśmy oglądali wszystko z góry. Wzbiłam się w powietrze, a zmęczona Minx ułożyła mi się na grzbiecie.

 Leciałam tak, aż coś przykuło moją uwagę. Zauważyłam dwa konie, leżące koło siebie. Nie chciałam ich budzić, więc położyłam się na skalnej półce niedaleko.

Rano poczułam dziwne łaskotanie. To Minx próbowała mnie obudzić, bo konie już wstały. Podniosłam się i powoli zeszłam na dół.

Nigdy się nie krępowałam, więc od razu podeszłam. Przedstawiłam się:
- Cześć, jestem Diosa. - Powiedziałam czekając na odpowiedź.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz