Podczas długiej, samotnej wyprawie doświadczyłam wielu nieprzyjemnych rzeczy... W sumie traciłam już nadzieję, że los się do mnie odwróci i spotka mnie coś miłego... Wyczerpana szukałam jakiegoś miejsca, w którym mogłabym się zdrzemnąć i choć trochę odpocząć. Ujrzałam jakąś ładną polanę i udałam się w jej kierunku. Gdy byłam na miejscu od razu położyłam się pod drzewami, a moją uwagę przykuła wiewióreczka, która bardzo zręcznie biegała po drzewie. Nim się obejrzałam zostałam porwana do krainy snów.
Śnił mi się tamten bardzo nieprzyjemny dzień, w którym po raz ostatni widziałam tego ogiera... Byłabym w stanie oddać wszystko za informacje o tym, że on jeszcze żyje...
Wiem, że liczenie na miłość, która raczej nie zostanie odwzajemniona to bardzo dziecinne, ale nic nie poradzę... to niestety jest silniejsze ode mnie...
Nagle tak jakby przez mgłę usłyszałam czyjś bardzo dobrze zanany mi głos. Lekko uchyliłam oczy i nie wierzyłam w to co widzę. Potrząsnęłam głową aby upewnić się, iż nie jest to sen. Matko... to działo się naprawdę.
Dotarło teraz do mnie po raz któryś z kolei wypowiedziane słowo, ale dosłownie zaniemówiłam nie byłam w stanie wydusić z siebie nic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz